Olga Frycz od lat należy do grona najbardziej rozpoznawalnych polskich aktorek, jednak jej życie prywatne nie zawsze układało się tak spokojnie, jak mogłoby się wydawać. Dziś kojarzona jest przede wszystkim z aktorstwem, macierzyństwem i rodzinną codziennością, którą od czasu do czasu pokazuje w mediach społecznościowych. Kilkanaście lat temu jej nazwisko pojawiało się jednak na pierwszych stronach gazet z zupełnie innego powodu. Młoda wówczas aktorka znalazła się w centrum jednego z najgłośniejszych romansów polskiego show-biznesu. Wszystko zaczęło się od znajomości z Jackiem Borcuchem, cenionym reżyserem i aktorem, który był od niej starszy o szesnaście lat. Problem polegał na tym, że mężczyzna miał już żonę i córkę. Jego małżonką była Ilona Ostrowska, uwielbiana przez miliony widzów za rolę Lucy Wilskiej w serialu „Ranczo”. Przez długi czas uchodzili za udaną parę, a ich życie rodzinne wydawało się stabilne. Nikt nie spodziewał się, że znajomość Borcucha z młodszą aktorką doprowadzi do tak poważnych zmian. Gdy informacje o ich uczuciu przedostały się do mediów, rozpętała się prawdziwa burza. Frycz została przedstawiona jako kobieta, która pojawiła się w życiu żonatego mężczyzny i przyczyniła się do rozpadu jego małżeństwa. Choć od tamtych wydarzeń minęło wiele lat, historia nadal budzi zainteresowanie. Sama Olga postanowiła kiedyś wrócić do niej podczas bardzo osobistej rozmowy z Żurnalistą. Nie próbowała przekonywać, że wszystko wydarzyło się bez jej udziału. Przeciwnie, przyznała, że z perspektywy czasu inaczej ocenia swoje dawne decyzje. Najbardziej zaskakujące okazało się jednak to, co powiedziała o początkach znajomości z Borcuchem oraz o atmosferze, jaka panowała podczas ich kilkuletniego związku.
Historia tego uczucia rozpoczęła się w okolicach 2008 roku, kiedy Jacek Borcuch pracował nad filmem „Wszystko, co kocham”. Jedną z aktorek zaangażowanych do produkcji była właśnie Olga Frycz, która dopiero budowała swoją pozycję w polskiej branży filmowej. Między młodą artystką a starszym reżyserem pojawiła się fascynacja, która z czasem przerodziła się w romantyczną relację. Olga miała wówczas 23 lata i, jak później wspominała, była niezwykle mocno zakochana. Borcuch znajdował się jednak w zupełnie innej sytuacji życiowej. Od 2004 roku był mężem Ilony Ostrowskiej, a dwa lata później para doczekała się córki Miłosławy. Ich małżeństwo miało już swoją historię, wspólne doświadczenia i rodzinne zobowiązania. Romans reżysera z młodszą aktorką wywołał więc ogromne emocje, szczególnie że Ostrowska była wówczas jedną z najbardziej lubianych gwiazd polskiej telewizji. Informacje o kryzysie małżeńskim szybko stały się tematem licznych publikacji, a zainteresowanie życiem całej trójki nie słabło przez kolejne miesiące. Ostatecznie związek Borcucha i Ostrowskiej zakończył się rozwodem w 2012 roku. Tymczasem relacja reżysera z Frycz trwała dalej, choć nie przypominała romantycznej historii, którą można byłoby bez skrępowania pokazywać światu. Para przez długi czas unikała wspólnych wystąpień, a aktorka coraz mocniej odczuwała konsekwencje zainteresowania mediów. Związek, który rozpoczął się od wielkiego uczucia, stopniowo stawał się dla niej źródłem trudnych emocji. Ostatecznie Olga i Jacek rozstali się około 2015 roku. Ich historia zakończyła się więc bez wspólnej przyszłości, mimo że wcześniej doprowadziła do poważnych zmian w życiu kilku osób.
Po latach Olga Frycz zdecydowała się opowiedzieć o tamtym okresie w podcaście Żurnalisty. Rozmowa, która została przeprowadzona w 2023 roku, pokazała, że aktorka nadal pamięta emocje towarzyszące jej pierwszej wielkiej, skomplikowanej miłości. Przyznała, że była wówczas bardzo nieszczęśliwie zakochana i nie potrafiła racjonalnie oceniać sytuacji. Kiedy prowadzący zapytał, czy chodzi o związek ze starszym o szesnaście lat mężczyzną, który zostawił dla niej żonę, potwierdziła. Następnie wyjaśniła, że na samym początku znajomości nie wiedziała, jak naprawdę wygląda sytuacja rodzinna ukochanego. Według jej relacji bardzo szybko dowiedziała się jednak, że Borcuch jest żonaty. Wtedy uczucie było już na tyle silne, że nie zdecydowała się zakończyć relacji. „Bardzo mi się dostało” – wspominała, przyznając, że jako 23-latka została niemal natychmiast uznana za skandalistkę. Nie ukrywała, że publiczna krytyka była dla niej wyjątkowo bolesna. Wiele osób skupiało uwagę przede wszystkim na niej, mimo że to starszy partner pozostawał w małżeństwie. Olga przyznała, że przez długi czas czuła się oceniana znacznie surowiej niż Borcuch. Szczególnie mocno zabrzmiały jej słowa o tym, że w oczach opinii publicznej stała się niemal symbolem całego skandalu. „Ja byłam złem wcielonym” – powiedziała, opisując atmosferę, jaka towarzyszyła jej w tamtym okresie. Jednocześnie nie próbowała całkowicie usprawiedliwiać swojego postępowania. Zaznaczyła, że dziś doskonale rozumie, dlaczego wejście w związek z żonatym mężczyzną było błędem. Jej zdaniem młody wiek i silne uczucie pomagają wyjaśnić ówczesne decyzje, ale nie sprawiają, że przestają one mieć konsekwencje.
Najbardziej zaskakujący fragment wywiadu dotyczył jednak codzienności Olgi Frycz i Jacka Borcucha. Aktorka opowiedziała, że mimo kilkuletniego związku nie mogli zachowywać się jak zwyczajna para. Publiczne wystąpienia były dla nich źródłem napięcia, a podczas branżowych wydarzeń zdarzało się, że udawali, iż nie są razem. Olga wspominała sytuacje, w których oboje pojawiali się na premierach filmowych, ale zamiast otwarcie pokazywać swoje uczucie, starali się unikać wspólnych fotografii. Dla młodej kobiety było to szczególnie trudne, ponieważ z jednej strony kochała partnera, a z drugiej nie mogła swobodnie mówić o relacji. Z czasem zaczęła czuć się coraz bardziej niedowartościowana, zakompleksiona i smutna. Przyznała, że nie rozumiała sensu uczestniczenia w wydarzeniach publicznych, jeśli później trzeba było ukrywać przed fotografami to, co w rzeczywistości ich łączyło. Wolałaby albo całkowicie unikać takich sytuacji, albo bez wstydu pokazywać, że są razem. Jej zdaniem życie w nieustannym napięciu i konieczność zachowywania pozorów nie sprzyjały budowaniu szczęśliwej relacji. Podczas rozmowy Żurnalista zapytał również, czy z perspektywy czasu uważa, że jako znacznie młodsza kobieta mogła być podatna na wpływ starszego partnera. Olga nie przedstawiła jednak jednoznacznej oceny jego zachowania. Skupiła się przede wszystkim na własnych emocjach i poczuciu zagubienia. Opisywała tamten okres jako dziwny, pełen sprzeczności i trudnych doświadczeń. Z jednej strony pozostawała w związku, na którym bardzo jej zależało, a z drugiej coraz mocniej odczuwała, że nie wygląda on tak, jak wyobrażała sobie miłość. Dopiero po zakończeniu tej historii zaczęła dostrzegać, jak bardzo wpłynęła ona na jej samopoczucie i sposób postrzegania samej siebie.
Dziś Olga Frycz patrzy na romans z Jackiem Borcuchem z zupełnie innej perspektywy. W rozmowie z Żurnalistą nie pozostawiła wątpliwości, że nie zdecydowałaby się ponownie na podobną relację. Przyznała, że nadal uważa wejście w związek z żonatym mężczyzną za poważny błąd i nie chce pomniejszać jego znaczenia. Jednocześnie przypomniała, że była wtedy bardzo młoda i kierowała się przede wszystkim uczuciem, które wydawało jej się najważniejsze. Wypowiedzi aktorki pokazują, że nawet po wielu latach wspomnienia związane z tamtym okresem pozostają dla niej trudne. Nie chodzi jedynie o medialny skandal, ale również o poczucie samotności, konieczność ukrywania związku i świadomość, że jej decyzje miały wpływ na życie innych osób. Ilona Ostrowska po rozwodzie z Borcuchem również rozpoczęła nowy rozdział. Związała się z muzykiem Patrykiem Stawińskim, z którym w 2016 roku powitała na świecie syna Gustawa. Mimo burzliwej przeszłości aktorka potrafiła zachować poprawne relacje z byłym mężem, z którym wychowywała córkę Miłosławę. Z kolei Olga Frycz odnalazła szczęście u boku Alberta Kosińskiego. W lutym 2026 roku aktorka po raz trzeci została mamą, a na świecie pojawił się ich syn Jan. Dziś jej codzienność wygląda więc zupełnie inaczej niż kilkanaście lat temu. W centrum uwagi znajdują się dzieci, rodzina i zawodowe obowiązki, a nie ukrywany przed fotografami romans. Historia związku z Borcuchem pozostaje jednak ważną częścią jej przeszłości. Szczególnie wymowne jest to, że aktorka nie próbowała przedstawiać siebie wyłącznie jako ofiary medialnej krytyki. Przyznała, że popełniła błąd, a jednocześnie opowiedziała, jak wiele emocjonalnie kosztowała ją ta relacja. Jej dawne wyznanie, przypomniane po latach, pokazuje, że nawet bardzo silne zakochanie nie zawsze prowadzi do szczęśliwego zakończenia. Czasami dopiero z dużego dystansu można dostrzec, jaką cenę przyszło zapłacić za decyzje podjęte pod wpływem uczuć.