Filip Chajzer i jego żona Bianka ponownie znaleźli się w centrum medialnego zamieszania. Tym razem powodem nie jest ich życie uczuciowe ani kolejne szczegóły błyskawicznie rozwijającego się małżeństwa, lecz nowy pomysł na zarabianie pieniędzy. Para postanowiła wykorzystać zainteresowanie swoją popularnością i uruchomiła internetową usługę, dzięki której fani mogą zamawiać spersonalizowane nagrania z życzeniami. Z pozoru niewinna inicjatywa szybko wywołała jednak falę komentarzy, szczególnie gdy internauci poznali cennik przygotowany przez małżonków. Za nagranie realizowane w ciągu siedmiu dni trzeba zapłacić 300 złotych, natomiast osoby oczekujące szybszej realizacji, w ciągu 48 godzin, muszą przygotować 600 złotych. Chajzerowie oferują również możliwość pojawienia się na prywatnych uroczystościach w charakterze specjalnych gości, przy czym wynagrodzenie ustalane jest indywidualnie. Pomysł natychmiast stał się przedmiotem internetowych żartów, ale najbardziej dosadny komentarz padł ze strony osoby, po której nie wszyscy spodziewali się zainteresowania działalnością celebrytów. Kazik Staszewski, legendarny lider zespołu Kult, postanowił publicznie wyśmiać nową ofertę małżeństwa. Muzyk opublikował w mediach społecznościowych krótkie nagranie, w którym z wyraźnym rozbawieniem stwierdził, że sprzedawanie życzeń za pieniądze przypomina mu prostytucję. Jego słowa błyskawicznie obiegły portale rozrywkowe i wywołały kolejną dyskusję na temat tego, czy znane osoby powinny pobierać opłaty za osobiste wiadomości kierowane do fanów. Dla jednych Kazik po prostu zażartował z kolejnego sposobu zarabiania na popularności. Inni uznali jednak, że użyte przez niego określenie było niepotrzebnie obraźliwe. Szczególnie dotknięty poczuł się sam Filip Chajzer, który zdecydował się odpowiedzieć artyście. Były prezenter TVN nie ograniczył się do krótkiego komentarza ani próby obrony własnego biznesu. W obszernej wypowiedzi przyznał, że przez lata był wielkim fanem twórczości Kazika, dlatego jego słowa zabolały go jeszcze bardziej. Następnie przedstawił argumenty przemawiające za działalnością swoją i żony, wymienił inne gwiazdy oferujące podobne usługi, a na koniec skierował w stronę muzyka wyjątkowo kąśliwą uwagę. Dla wielu odbiorców było jasne, że nawiązuje ona do głośnego koncertu Kultu w Zielonej Górze, po którym niezadowoleni fani domagali się zwrotu pieniędzy. W ten sposób spór o płatne życzenia przerodził się w znacznie bardziej osobistą wymianę uszczypliwości.
Wszystko zaczęło się od internetowej oferty Filipa i Bianki Chajzerów, którzy postanowili dołączyć do grona osób publicznych sprzedających fanom indywidualnie przygotowane wiadomości wideo. Tego rodzaju usługi od dawna funkcjonują na zagranicznych rynkach, a w ostatnich latach zyskały popularność również w Polsce. Ich zasada jest prosta: klient płaci określoną kwotę, przekazuje informacje o okazji i osobie, do której mają zostać skierowane życzenia, a następnie otrzymuje nagranie przygotowane przez wybranego celebrytę. Materiał może być prezentem urodzinowym, niespodzianką z okazji jubileuszu albo zabawnym elementem rodzinnej uroczystości. Chajzerowie zdecydowali się jednak pójść o krok dalej, oferując nie tylko nagrania, lecz także możliwość osobistego uczestnictwa w wydarzeniach. To właśnie cennik wzbudził największe zainteresowanie. Kwota 600 złotych za krótkie wideo przygotowane w ciągu dwóch dni dla części internautów okazała się zaskakująco wysoka. Inni zwracali uwagę, że skoro istnieją osoby gotowe zapłacić za taką usługę, małżeństwo ma prawo ją oferować. W dyskusję postanowił włączyć się Kazik Staszewski. 26 października muzyk zamieścił na Instagramie nagranie, w którym opowiedział o swoim zdumieniu pomysłem sprzedawania życzeń. Nie wymienił od razu nazwisk, ale kontekst wypowiedzi wyraźnie wskazywał na Filipa i Biankę. Lider Kultu z rozbawieniem komentował fakt, że para oczekuje wynagrodzenia za coś, co wielu ludzi kojarzy z bezinteresownym gestem życzliwości. Następnie użył określenia „prostytucja”, czym nadał całej wypowiedzi znacznie ostrzejszy charakter. Jego reakcja wpisywała się w znany od lat styl artysty, który nie stroni od prowokacyjnych opinii i satyrycznych komentarzy dotyczących życia społecznego. Warto jednak zauważyć, że określenie użyte przez Kazika miało charakter oceny i prowokacji, a nie opisu rzeczywistej działalności małżeństwa. Chajzerowie oferują odpłatne nagrania, co samo w sobie nie jest niczym nielegalnym ani szczególnie niezwykłym w świecie współczesnych mediów. Mimo to sposób przedstawienia ich oferty przez muzyka wzbudził duże emocje. Do internetowych żartów dołączył również Marcin Prokop, który opublikował fotografię przedstawiającą wizerunki umięśnionych więźniów w pomarańczowych strojach. Dziennikarz opatrzył ją dowcipnym podpisem sugerującym, że za 200 złotych można otrzymać życzenia, a za nieoddane 500 złotych — osobistą wizytę. Choć nie wymienił Chajzerów z nazwiska, wielu odbiorców odczytało wpis jako nawiązanie do ich nowego biznesu. W krótkim czasie inicjatywa pary stała się więc jednym z najgłośniej komentowanych pomysłów biznesowych w polskim show-biznesie.
Filip Chajzer nie zamierzał jednak pozostawiać słów Kazika bez odpowiedzi. W rozmowie z mediami przyznał, że wypowiedź muzyka sprawiła mu przykrość, szczególnie ze względu na osobisty stosunek do jego twórczości. Prezenter podkreślił, że dorastał, słuchając utworów lidera Kultu, a piosenkę „12 groszy” zna niemal na pamięć. Tym bardziej zaskoczyło go, że artysta, którego przez lata cenił, zdecydował się użyć tak obraźliwego porównania wobec niego i jego żony. Chajzer odebrał komentarz jako nazwanie ich prostytutkami, choć Kazik odnosił się przede wszystkim do samego modelu zarabiania na życzeniach. Były prezenter postanowił również wykazać, że podobna działalność nie jest jego oryginalnym wynalazkiem ani czymś, co powinno budzić szczególne oburzenie. Wskazał polski serwis Twój Bohater, za pośrednictwem którego można zamawiać spersonalizowane nagrania od wielu znanych osób. Wśród przykładów wymienił muzyka Krzysztofa Skibę, satyryka Jerzego Kryszaka, aktorkę Joannę Kurowską oraz mistrza olimpijskiego Roberta Korzeniowskiego. Zwrócił uwagę, że wszystkie te osoby mają uznany dorobek zawodowy, a mimo to nie widzą niczego niewłaściwego w oferowaniu odpłatnych życzeń. Chajzer przywołał także amerykańską platformę Cameo, na której podobne usługi świadczą światowej sławy aktorzy, muzycy i sportowcy. Jako przykłady podał Mike’a Tysona i Snoop Dogga, zaznaczając, że ceny nagrań od najbardziej rozpoznawalnych gwiazd mogą sięgać nawet kilku tysięcy dolarów. W ten sposób chciał pokazać, że działalność jego i Bianki nie jest odosobnionym przypadkiem, lecz częścią znacznie szerszego rynku. Prezenter wyjaśnił również, skąd w ogóle wziął się pomysł uruchomienia własnej usługi. Według jego relacji małżonkowie otrzymywali codziennie bardzo wiele próśb o nagranie życzeń, a przygotowywanie takich materiałów wymagało od nich poświęcania znacznej ilości czasu. Postanowili więc uporządkować tę działalność i stworzyć płatną ofertę. Chajzer przekonywał, że podobnie jak artyści otrzymują wynagrodzenie za koncerty, tak on i jego żona mogą pobierać opłaty za czas poświęcony na przygotowanie indywidualnych nagrań. Nie wszyscy muszą zgadzać się z takim porównaniem, ponieważ koncert muzyczny i krótkie wideo z życzeniami są różnymi rodzajami usług. Jednak z punktu widzenia prezentera obie sytuacje łączy podstawowa zasada: osoba publiczna oferuje odbiorcom swój czas i rozpoznawalność, a zainteresowani sami decydują, czy chcą za to zapłacić. Chajzer wyraźnie dał do zrozumienia, że nie zamierza przepraszać za sam fakt prowadzenia takiego biznesu. Znacznie bardziej oburzyło go to, że muzyk postanowił wyśmiać jego działalność, używając określenia, które odebrał jako osobistą zniewagę wobec małżeństwa.
Najostrzejszy fragment odpowiedzi Filipa Chajzera pojawił się jednak dopiero na końcu jego wypowiedzi. Prezenter postanowił porównać własną działalność do koncertów Kazika, zwracając uwagę, że fani również płacą muzykowi za możliwość spędzenia czasu na jego występie. Następnie wyraził nadzieję, że publiczność zawsze będzie opuszczać koncerty lidera Kultu z poczuciem dobrze wydanych pieniędzy. Choć nie wskazał konkretnego wydarzenia, jego słowa zostały odczytane jako nawiązanie do głośnego występu zespołu Kult w Zielonej Górze w 2025 roku. Koncert wywołał wówczas ogromne kontrowersje, ponieważ część widzów skarżyła się na niedyspozycję wokalisty. Według relacji uczestników Kazik miał problemy z przypominaniem sobie tekstów, powtarzał fragmenty utworów i sprawiał wrażenie zdezorientowanego. Nagrania z wydarzenia szybko trafiły do internetu, gdzie wywołały dyskusję o kondycji artysty i jakości występu. Muzyk później publicznie przeprosił fanów i wyjaśnił, że jego niedyspozycja była związana z połączeniem alkoholu z przyjmowanymi lekami. Niektórzy uczestnicy koncertu domagali się zwrotu pieniędzy za bilety, argumentując, że wydarzenie nie spełniło ich oczekiwań. Początkowo Kazik deklarował gotowość pokrycia kosztów z własnej kieszeni, ale później wycofał się z tej zapowiedzi, wskazując na rolę organizatora wydarzenia. Sprawa była szeroko komentowana, ponieważ lider Kultu przez dziesięciolecia budował reputację artysty niezwykle zaangażowanego w swoją twórczość i koncerty. Filip Chajzer nie wspomniał o Zielonej Górze wprost, ale jego uwaga dotycząca zadowolenia publiczności z wydanych pieniędzy została powszechnie odebrana jako przypomnienie tamtej sytuacji. Była to wyjątkowo kąśliwa riposta, ponieważ dotyczyła bezpośrednio zawodowej działalności muzyka i jego relacji z fanami. Prezenter zakończył swoją wypowiedź życzeniami miłości oraz sugestią, że obrażanie nieznanych sobie osób nie przystoi człowiekowi, który jest kochającym i kochanym dziadkiem. W ten sposób połączył krytykę zachowania Kazika z osobistą uwagą dotyczącą jego roli rodzinnej. Dla części odbiorców mogło to być równie mocne uderzenie jak wcześniejsze słowa muzyka o płatnych życzeniach. Cała wymiana zdań pokazała, jak szybko żartobliwa krytyka może przerodzić się w konflikt, kiedy jedna ze stron odbiera ją jako naruszenie własnej godności. Kazik rozpoczął dyskusję od wyśmiania pomysłu biznesowego, natomiast Chajzer odpowiedział argumentami ekonomicznymi i przypomnieniem wydarzenia, które było dla artysty źródłem publicznej krytyki. W rezultacie temat płatnych życzeń zszedł częściowo na dalszy plan, a uwagę mediów przyciągnęła przede wszystkim osobista wymiana uszczypliwości między dwoma rozpoznawalnymi postaciami.
Spór Kazika Staszewskiego z Filipem Chajzerem stał się kolejnym przykładem tego, jak bardzo zmieniły się sposoby zarabiania na popularności. Jeszcze kilkanaście lat temu znane osoby budowały swoje dochody przede wszystkim dzięki występom telewizyjnym, koncertom, reklamom i udziałowi w wydarzeniach sponsorowanych. Rozwój internetu sprawił jednak, że rozpoznawalność sama w sobie stała się zasobem, który można wykorzystywać na wiele nowych sposobów. Dzisiaj celebryci prowadzą płatne subskrypcje, sprzedają autorskie produkty, organizują spotkania z fanami i nagrywają spersonalizowane wiadomości. Dla jednych odbiorców to naturalny kierunek rozwoju branży rozrywkowej, dla innych przejaw nadmiernego komercjalizowania relacji między gwiazdami a publicznością. Właśnie na tym tle należy rozpatrywać kontrowersje wokół nowej oferty Filipa i Bianki Chajzerów. Małżonkowie nie ukrywają, że chcą zarabiać na zainteresowaniu swoją osobą, a osoby zamawiające nagrania dobrowolnie decydują się zapłacić ustaloną kwotę. Nie ma więc podstaw, aby przedstawiać samą usługę jako działalność niezgodną z prawem. Jednocześnie krytycy mają prawo uważać, że kilkaset złotych za krótkie życzenia to wygórowana cena albo że podobne gesty powinny pozostać bezinteresowne. Kazik Staszewski zdecydował się wyrazić taką krytykę w charakterystycznym dla siebie prowokacyjnym stylu, ale użyte przez niego porównanie spotkało się z ostrą reakcją zainteresowanego. Filip Chajzer podkreślił, że jego zdaniem nie powinno się obrażać ludzi tylko dlatego, że prowadzą działalność, której ktoś inny nie rozumie lub nie akceptuje. Z drugiej strony sam odpowiedział muzykowi bardzo osobistą aluzją, co sprawiło, że dyskusja szybko oddaliła się od pierwotnego tematu. Warto również zauważyć, że Chajzerowie od miesięcy pozostają jedną z najbardziej komentowanych par polskiego show-biznesu. Ich relacja wzbudzała zainteresowanie ze względu na znaczną różnicę wieku, szybkie tempo znajomości oraz medialne kontrowersje związane z rodziną Bianki. Małżonkowie nie stronią od publicznych wystąpień i wspólnych projektów, a nowa usługa z życzeniami stanowi kolejny sposób wykorzystania tej rozpoznawalności. Dla niektórych internautów jest to przejaw przedsiębiorczości, inni postrzegają podobne działania jako próbę zarabiania na każdej możliwej okazji. W tym sporze trudno jednak wskazać jednoznacznego zwycięzcę, ponieważ obie strony przedstawiają zupełnie odmienne podejście do wartości czasu i popularności. Kazik patrzy na płatne życzenia z perspektywy krytyka kultury celebryckiej, natomiast Chajzer traktuje je jako usługę odpowiadającą na zapotrzebowanie odbiorców. Niezależnie od ocen cała sytuacja przyniosła małżeństwu dodatkowy rozgłos, a ich nowy biznes stał się znany również osobom, które wcześniej nie słyszały o możliwości zamawiania podobnych nagrań. Na razie nie pojawiła się informacja, aby Kazik zdecydował się publicznie odpowiedzieć na ripostę prezentera. Nie wiadomo również, czy konflikt będzie miał dalszy ciąg, czy zakończy się na jednej wymianie uszczypliwości. Pewne jest natomiast, że Filip Chajzer nie zamierza rezygnować z obrony swojego pomysłu, a słowa lidera Kultu potraktował znacznie poważniej, niż muzyk mógł zakładać. Ostatecznie cała historia pozostawia pytanie, które coraz częściej pojawia się w dyskusjach o współczesnym show-biznesie: czy znane osoby powinny móc zarabiać na osobistym kontakcie z fanami, czy może istnieje granica, po której przekroczeniu popularność staje się wyłącznie produktem na sprzedaż? Każdy odbiorca może ocenić to inaczej, ale jedno jest pewne — niewiele osób spodziewało się, że internetowa oferta życzeń doprowadzi do tak ostrej wymiany zdań między byłym prezenterem telewizyjnym a legendą polskiego rocka.