Helena Englert nie wytrzymała po występie w „Tańcu z gwiazdami”! Zdobyła aż 38 punktów, a potem wypaliła na żywo: „Mam to w nosie”. Reakcja partnera mówiła wszystko!

Helena Englert od początku jesiennej edycji „Tańca z gwiazdami” udowadnia, że nie zamierza być jedynie kolejną znaną twarzą, która pojawia się na parkiecie dla telewizyjnej popularności. Młoda aktorka, córka Jana Englerta i Beaty Ścibakówny, podeszła do tanecznej rywalizacji z ogromną ambicją, a jej kolejne występy przyciągają uwagę zarówno jurorów, jak i widzów. W parze z Romanem Osadchiyem stworzyła duet, który wyróżnia się sceniczną ekspresją, wyrazistymi choreografiami i coraz większą pewnością siebie. Wydawałoby się, że po kilku tygodniach intensywnych treningów Helena powinna już przyzwyczaić się do stresu związanego z występami na żywo. Tymczasem podczas niedzielnego odcinka, 25 października, doszło do sytuacji, której nie spodziewali się nawet najbardziej uważni obserwatorzy programu. Englert i Osadchiy zaprezentowali zmysłową rumbę, która została bardzo wysoko oceniona przez jury. Publiczność zobaczyła elegancki, pełen emocji taniec, a sędziowie nie szczędzili parze pochwał. Wszystko wskazywało na to, że uczestniczka będzie mogła spokojnie cieszyć się kolejnym sukcesem. Stało się jednak zupełnie inaczej. Kiedy prowadząca Paulina Sykut-Jeżyna zaczęła rozmawiać z Heleną po ogłoszeniu punktacji, aktorka niespodziewanie przyznała, że nie jest zadowolona z tego, co wydarzyło się na parkiecie. Co więcej, zrobiła to mimo wyraźnych prób powstrzymania jej przez tanecznego partnera. Roman miał ściskać ją za ramię, dając do zrozumienia, że być może lepiej zachować pewne uwagi dla siebie. Helena nie zamierzała jednak udawać zachwytu własnym występem. Jej spontaniczna wypowiedź szybko stała się jednym z najbardziej komentowanych momentów wieczoru. Największe zdziwienie wzbudził fakt, że aktorka otwarcie skrytykowała swój taniec, choć chwilę wcześniej otrzymała niemal maksymalną liczbę punktów.Helena Englert odmieniona w "Tańcu z gwiazdami". Drastycznie zmieniła fryzurę

Dziewiętnasta edycja „Dancing with the Stars. Taniec z gwiazdami” od pierwszych odcinków dostarcza uczestnikom wielu powodów do stresu. Rywalizacja jest wyjątkowo wymagająca, ponieważ w programie pojawiło się wiele osób, które mimo braku profesjonalnego tanecznego doświadczenia potrafią prezentować coraz bardziej dopracowane choreografie. Nad ich postępami czuwają jurorzy: Iwona Pavlović, Rafał Maserak, Tomasz Wygoda oraz Julia Wieniawa, która w tej odsłonie programu dołączyła do oceniających. Każde z nich zwraca uwagę na nieco inne elementy występu, dlatego uczestnicy muszą jednocześnie pracować nad techniką, muzykalnością, interpretacją i sceniczną pewnością siebie. Helena Englert od początku należała do osób, które wyraźnie stawiają sobie wysokie wymagania. Wspólnie z Romanem Osadchiyem przygotowywała kolejne choreografie, próbując połączyć aktorską umiejętność opowiadania historii z coraz lepszą techniką taneczną. Ich występy regularnie spotykały się z zainteresowaniem, a widzowie mogli obserwować, jak aktorka stopniowo nabiera swobody na parkiecie. Jednocześnie każda kolejna eliminacja przypominała, że nawet dobrze oceniane pary nie mogą czuć się całkowicie bezpieczne. Wcześniej z programem pożegnali się między innymi Monika Borzym i Michał Kassin, Matteo Brunetti i Izabela Skierska, Karolina „Kaeyra” Baran i Kacper Rutka oraz Joanna Jędrzejczyk i Kamil Kuroczko. W siódmym odcinku odpadli również Krzysztof Kwiatkowski i Sara Janicka, co było dla wielu obserwatorów sporym zaskoczeniem. Na tym etapie konkursu każdy występ może mieć ogromne znaczenie, a uczestnicy doskonale zdają sobie sprawę, że pojedynczy błąd może wpłynąć na ocenę całej choreografii. Właśnie w takiej atmosferze Helena i Roman przygotowywali swoją niedzielną rumbę. Dla aktorki był to kolejny sprawdzian umiejętności, ale również okazja do pokazania bardziej subtelnej, emocjonalnej strony scenicznej osobowości. Nikt nie przypuszczał, że mimo wysokich ocen to właśnie ona będzie najbardziej rozczarowana efektem własnej pracy.

Kiedy Helena Englert i Roman Osadchiy pojawili się na parkiecie, zaprezentowali choreografię opartą na bliskości, płynności ruchów i emocjonalnej interpretacji muzyki. Rumba jest tańcem, w którym liczą się nie tylko poprawnie wykonane kroki, lecz także sposób prowadzenia partnerki, kontrola ciała i umiejętność budowania odpowiedniego napięcia między tancerzami. Występ młodej aktorki został przyjęty bardzo pozytywnie. Jurorzy docenili zaprezentowany układ, a para otrzymała łącznie aż 38 punktów na 40 możliwych. Dla wielu uczestników taki wynik byłby powodem do ogromnej radości. Helena nie potrafiła jednak spojrzeć na swój występ wyłącznie przez pryzmat punktacji. Gdy stanęła przed kamerą, zamiast mówić o sukcesie, zaczęła wyjaśniać, dlaczego uważa, że nie zatańczyła tak dobrze, jak potrafi. Przyznała, że w ciągu ostatnich trzech dni podczas treningów duet prezentował się lepiej niż w trakcie transmisji na żywo. Właśnie ta różnica między przygotowaniami a ostatecznym występem była dla niej najbardziej frustrująca. Aktorka nie sugerowała, że jury oceniło ją zbyt wysoko, ani nie kwestionowała profesjonalizmu sędziów. Skupiła się na własnych odczuciach i świadomości, że mogła pokazać więcej. Jej wypowiedź była tym bardziej zaskakująca, że padła bezpośrednio po serii pochwał. Helena nie próbowała również ukrywać, że partner wolałby, aby nie mówiła publicznie o swoich zastrzeżeniach. Z uśmiechem zdradziła, że Roman ściska ją za ramię, próbując powstrzymać przed dalszymi komentarzami. Mimo tego postanowiła powiedzieć dokładnie to, co myśli. Widzowie zobaczyli więc sytuację, w której bardzo wysoko oceniona uczestniczka sama przyznaje, że nie spełniła własnych oczekiwań. Ten kontrast między oceną jurorów a osobistym rozczarowaniem stał się najważniejszym elementem całego wydarzenia.Helena Englert odmieniona w "Tańcu z gwiazdami". Drastycznie zmieniła fryzurę

Najgłośniejszy fragment wypowiedzi Heleny padł podczas rozmowy z Pauliną Sykut-Jeżyną. Aktorka zwróciła uwagę na reakcję Romana, po czym stwierdziła: „Ja mam to w nosie”. Następnie przyznała, że był to ich najsłabszy występ podczas ostatnich trzech dni przygotowań. W żartobliwym tonie dodała również, że partner ją za te słowa „zabije”, po czym zasugerowała, że być może za bardzo starała się podczas tańca. To właśnie ostatnia uwaga może najlepiej tłumaczyć jej rozczarowanie. W programach na żywo ogromne znaczenie ma bowiem nie tylko znajomość choreografii, ale także umiejętność zachowania swobody w sytuacji silnego napięcia. Kiedy uczestnik zbyt mocno koncentruje się na każdym ruchu i za wszelką cenę próbuje uniknąć pomyłki, czasem trudniej mu osiągnąć naturalność, którą prezentował podczas prób. Helena nie przedstawiła szczegółowej analizy swoich błędów, ale wyraźnie dała do zrozumienia, że nie była zadowolona z wykonania przygotowanego układu. Jej słowa nie oznaczały jednak, że cały taniec zakończył się niepowodzeniem. Przeciwnie, 38 punktów to rezultat świadczący o bardzo wysokiej ocenie jurorów. Warto również zwrócić uwagę na zachowanie Romana Osadchiya. Z relacji aktorki wynikało, że próbował powstrzymać ją przed zbyt surowym publicznym komentowaniem wspólnego występu. Nie wiadomo, czy chodziło o chęć ochrony partnerki przed niepotrzebną krytyką, czy po prostu o przekonanie, że po tak dobrym wyniku warto skupić się na pozytywach. Sama Helena przedstawiła całą sytuację w żartobliwym tonie, dlatego nie ma podstaw, by dopatrywać się w niej poważnego konfliktu między tancerzami. Znacznie bardziej prawdopodobne jest to, że widzowie zobaczyli spontaniczny moment, w którym ambitna uczestniczka nie potrafiła ukryć niezadowolenia z własnego wykonania. Właśnie ta szczerość sprawiła, że krótka rozmowa po występie okazała się równie interesująca jak sama choreografia.

Reakcja Heleny Englert pokazała, że wysoka punktacja nie zawsze wystarcza, aby uczestnik „Tańca z gwiazdami” poczuł pełną satysfakcję. Młoda aktorka otrzymała niemal komplet punktów, zebrała pochwały jurorów i pozytywne komentarze widzów, a mimo to potrafiła otwarcie przyznać, że oczekiwała od siebie więcej. Jej wypowiedź można odczytywać jako przejaw ogromnej ambicji, ale także jako dowód na to, jak intensywnie przeżywa udział w programie. Helena nie chciała udawać, że wszystko poszło idealnie, skoro sama wiedziała, że podczas prób wykonywała choreografię lepiej. Jednocześnie nie próbowała obarczać winą Romana ani sugerować, że wynik powinien wyglądać inaczej. Całą odpowiedzialność za własne odczucia wzięła na siebie, zastanawiając się, czy podczas występu nie próbowała po prostu zbyt mocno kontrolować każdego ruchu. To ważny szczegół, ponieważ w telewizyjnych konkursach tanecznych widzowie zazwyczaj obserwują gotowy efekt wielogodzinnej pracy. Nie widzą wszystkich prób, poprawek, chwil zwątpienia i sytuacji, w których uczestnicy muszą powtarzać ten sam element wielokrotnie. Helena znała natomiast możliwości swojego duetu i właśnie dlatego dostrzegała niedoskonałości, które dla publiczności mogły być praktycznie niezauważalne. Co ciekawe, jej szczere słowa nie przeszkodziły widzom w docenieniu występu. Po zakończeniu tańca w internecie pojawiły się pozytywne komentarze dotyczące choreografii i umiejętności aktorki. Dla obserwatorów programu mogło to być potwierdzenie, że Helena i Roman nadal należą do bardzo mocnych uczestników rywalizacji. Przed nimi jednak kolejne wyzwania, a wraz ze zbliżającymi się decydującymi odcinkami presja będzie coraz większa. Nie wiadomo, czy aktorka zdecyduje się nieco łagodniej oceniać własne występy, czy nadal będzie wymagała od siebie niemal perfekcyjnego wykonania każdej choreografii. Jedno jest pewne: podczas niedzielnego odcinka udowodniła, że nie zamierza ukrywać emocji tylko dlatego, że kamery są włączone. Jej spontaniczne „mam to w nosie” nie było atakiem na jury ani partnera, lecz reakcją osoby, która pomimo ogromnego sukcesu czuła, że stać ją na jeszcze więcej. A fakt, że po zdobyciu 38 punktów potrafiła nazwać swój występ najsłabszym od trzech dni, najlepiej pokazuje, jak wysoko zawiesiła sobie poprzeczkę.

Videos from internet