Filip Chajzer jeszcze niedawno z ogromnym entuzjazmem opowiadał o swoim nowym pomyśle na życie. Po latach spędzonych przed kamerami znany prezenter postanowił spróbować sił w gastronomii i stworzyć własną sieć lokali serwujących kebaby. Początkowo wszystko wyglądało na kolejny zawodowy sukces. Kreuzberg Kraft Kebap szybko zdobywał rozpoznawalność, a punkty gastronomiczne pojawiały się w następnych polskich miastach. Warszawa, Lublin, Wrocław, Kraków i Kielce stały się miejscami, w których klienci mogli spróbować dań promowanych przez celebrytę. Chajzer chętnie pokazywał rozwój przedsięwzięcia, przekonując, że zamierza na poważnie zaangażować się w prowadzenie biznesu. Teraz jednak wokół jego działalności zrobiło się głośno z zupełnie innego powodu. Byli pracownicy sieci przedstawili niepokojące relacje dotyczące wynagrodzeń oraz składek na ubezpieczenia społeczne. Według ich słów część pensji miała trafiać na konta z opóźnieniem, a należne składki nie zawsze były odprowadzane do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Sprawa szybko wykroczyła poza internetowe komentarze i zainteresowała przedstawicielkę rządu. Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, ministra rodziny, pracy i polityki społecznej, wystąpiła do Głównego Inspektora Pracy z wnioskiem o rozważenie kontroli w placówkach związanych z gastronomicznym przedsięwzięciem prezentera. To istotny zwrot w całej historii, ponieważ dotychczas zarzuty pojawiały się przede wszystkim w relacjach dawnych współpracowników. Teraz mogą zostać poddane ocenie przez właściwe instytucje. Nie oznacza to jednak, że nieprawidłowości zostały już urzędowo potwierdzone. Na tym etapie chodzi o wyjaśnienie zgłoszonych problemów i ustalenie, jak rzeczywiście wyglądało zatrudnienie w lokalach.
Najbardziej szczegółową relację przedstawiła jedna z byłych pracownic, występująca pod zmienionym imieniem Kaja. Kobieta rozpoczęła współpracę z firmą w czerwcu 2025 roku, a z czasem awansowała na stanowisko kierownicze. Początkowo, jak twierdzi, wszystko przebiegało prawidłowo. Wynagrodzenia wpływały w terminie, a codzienne obowiązki nie zapowiadały większych komplikacji. Sytuacja miała jednak zmienić się po pierwszych dwóch miesiącach. Według Kai wypłaty zaczęły przychodzić coraz później, a pracownicy musieli czekać na pieniądze, które zgodnie z umowami powinni otrzymywać w ustalonym terminie. Kobieta opowiadała również o trudnościach, z jakimi mierzyła się osoba odpowiedzialna za zarządzanie lokalami. Dyrektorka miała osobiście zabiegać o środki na wynagrodzenia, a czasami nawet wykładać własne pieniądze, aby pracownicy mogli otrzymać należne im wypłaty. W relacjach byłych współpracowników pojawiły się także informacje o problemach z dostawcami. Niektóre firmy miały rezygnować ze współpracy z powodu nieuregulowanych faktur, co wymuszało poszukiwanie kolejnych kontrahentów. Według jednej z relacji w pewnym momencie w jednym z lokali doszło nawet do odcięcia prądu z powodu zaległych rachunków. Wszystkie te informacje przedstawiają obraz przedsiębiorstwa, które w okresie opisywanym przez dawnych pracowników mogło zmagać się z poważnymi trudnościami organizacyjnymi i finansowymi. Są to jednak relacje osób związanych wcześniej z firmą, a nie ostateczne ustalenia organów kontrolnych. Najwięcej emocji wzbudziła sprawa składek ZUS, ponieważ dotyczy ona nie tylko terminowości rozliczeń, ale również uprawnień osób zatrudnionych.
Kaja twierdzi, że o problemach ze składkami dowiedziała się dopiero po sprawdzeniu informacji na swoim koncie w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych. Według jej relacji przez sześć miesięcy nie odprowadzano za nią należnych składek, mimo że odpowiednie kwoty miały być potrącane z wynagrodzenia. Kobieta podkreślała, że pracowała na podstawie umowy-zlecenia obejmującej pełne składki ZUS, dlatego odkrycie brakujących wpłat było dla niej szczególnie zaskakujące. Podobne zastrzeżenia zgłosiła inna była współpracowniczka, przedstawiona jako Alicja. Ona również opowiadała o okresie, w którym składki miały nie być regulowane, a próby wyjaśnienia sytuacji nie przynosiły oczekiwanego rezultatu. Według jej słów Chajzer miał tłumaczyć problemy trudnościami finansowymi. Kolejna kobieta, występująca pod imieniem Karolina, twierdziła natomiast, że mimo składanych obietnic nie otrzymała podpisanej umowy o pracę. Te zarzuty dotyczą różnych aspektów zatrudnienia, ale łączy je jedno: dawni współpracownicy oczekują wyjaśnienia, czy wszystkie zobowiązania wobec nich były realizowane prawidłowo. Sam Filip Chajzer, zapytany o sprawę, wskazywał, że nie zajmuje się osobiście rozliczeniami z ZUS i że są to kwestie pozostające w gestii księgowości. Następnie odpowiedzi zaczęła udzielać reprezentująca go radczyni prawna Elżbieta Liberda. Prawniczka przekonywała, że według posiadanej przez nią wiedzy przedsiębiorstwa prezentera nie mają zaległości wobec ZUS. Zaznaczyła również, że nie zna roszczeń zgłaszanych przez byłych pracowników. Zapowiedziała przedstawienie dokumentu potwierdzającego brak zaległości, jednak według relacji dziennikarzy, którzy zajmowali się sprawą, zaświadczenie nie dotarło do nich przed publikacją materiału. W ten sposób powstała sytuacja, w której relacje dawnych pracowników i stanowisko przedstawicieli przedsiębiorcy pozostają rozbieżne.
Dodatkowe zainteresowanie wzbudziły informacje pochodzące z publicznych rejestrów dotyczących zobowiązań firm wobec Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Z dostępnych danych wynika, że spółki związane z Filipem Chajzerem zawarły w 2026 roku porozumienia pozwalające na rozłożenie zobowiązań składkowych na raty. Sam fakt istnienia takiego porozumienia nie przesądza jednak o tym, czy zarzuty byłych pracowników są prawdziwe. W polskim systemie prawnym przedsiębiorstwo, które zawarło układ ratalny z ZUS i terminowo realizuje jego warunki, może uzyskać zaświadczenie o niezaleganiu ze składkami. Dlatego deklaracja o braku zaległości nie musi automatycznie oznaczać, że firma nigdy wcześniej nie miała problemów z terminowym regulowaniem zobowiązań. Również samo podpisanie układu ratalnego nie stanowi dowodu naruszenia praw konkretnych pracowników. Wyjaśnienie tych kwestii wymaga sprawdzenia dokumentów i ustalenia, których okresów dotyczą poszczególne zobowiązania. Właśnie w tym momencie do sprawy włączyła się Agnieszka Dziemianowicz-Bąk. Ministra rodziny, pracy i polityki społecznej wystąpiła do Głównego Inspektora Pracy z oficjalnym pismem dotyczącym doniesień o możliwych nieprawidłowościach w lokalach Kreuzberg Kraft Kebap. Zwróciła się o rozważenie przeprowadzenia odpowiednich czynności kontrolnych przez Państwową Inspekcję Pracy, zgodnie z kompetencjami tej instytucji. Wniosek dotyczył między innymi informacji o niewypłacaniu wynagrodzeń oraz możliwych problemach związanych z podstawami zatrudnienia. Nie był to wyrok ani urzędowe stwierdzenie winy przedsiębiorcy, lecz formalna reakcja na zgłoszone zastrzeżenia. Istotne jest również to, że obecnie sieć funkcjonuje w modelu franczyzowym, podczas gdy opisywane przez byłych współpracowników wydarzenia dotyczą okresu, w którym prezenter osobiście zatrudniał personel. Ewentualna kontrola będzie więc wymagała precyzyjnego ustalenia, jakie podmioty odpowiadały za poszczególne obowiązki.
Dla Filipa Chajzera najnowsze wydarzenia oznaczają kolejną falę zainteresowania jego działalnością poza telewizją. Prezenter, który jeszcze niedawno z dumą opowiadał o rozwijaniu gastronomicznego przedsięwzięcia, musi teraz mierzyć się z pytaniami dotyczącymi warunków zatrudnienia i rozliczeń prowadzonych przez związane z nim firmy. Byli pracownicy przedstawili relacje o opóźnionych wypłatach, nieuregulowanych składkach oraz problemach organizacyjnych. Jego przedstawicielka prawna wskazywała natomiast, że według posiadanych informacji nie ma aktualnych zaległości w ZUS. Dodatkowo ujawniono, że spółki zawarły porozumienia dotyczące spłaty zobowiązań w ratach. Te informacje nie pozwalają jeszcze jednoznacznie rozstrzygnąć wszystkich zgłoszonych zarzutów. Najważniejszym nowym wydarzeniem jest zatem reakcja ministry Agnieszki Dziemianowicz-Bąk, która zwróciła się do inspekcji pracy o rozważenie kontroli. To od dalszych czynności odpowiednich instytucji będzie zależało, czy pojawią się oficjalne ustalenia dotyczące przestrzegania przepisów i praw pracowniczych. Na razie nie ma podstaw, aby twierdzić, że kontrola została już zakończona albo że zapadła decyzja potwierdzająca wszystkie zarzuty. Sprawa pozostaje otwarta, a jej znaczenie wykracza poza wizerunek jednego celebryty. Dotyczy bowiem terminowego otrzymywania wynagrodzeń, prawidłowego rozliczania składek oraz odpowiedzialności przedsiębiorców za osoby wykonujące dla nich pracę. Dla byłych współpracowników najważniejsze będzie wyjaśnienie zgłaszanych problemów, natomiast dla Chajzera możliwość przedstawienia dokumentów i odniesienia się do konkretnych zastrzeżeń. Jeszcze niedawno najwięcej uwagi przyciągały nowe lokale i plany rozwoju sieci kebabów. Teraz o przyszłym odbiorze tego przedsięwzięcia mogą zdecydować ustalenia dotyczące jego wcześniejszego funkcjonowania.