Daniel Martyniuk ponownie znalazł się w centrum zainteresowania, ale tym razem powodem nie była kolejna internetowa awantura ani konflikt z najbliższymi. Syn Zenona Martyniuka, jednej z największych gwiazd polskiego disco polo, zdecydował się opowiedzieć o wyjątkowo trudnym okresie swojego życia. W rozmowie z Mateuszem Hładkim w podcaście „Zbliżenie” 37-latek wrócił wspomnieniami do trzymiesięcznego pobytu w zamkniętym ośrodku leczenia uzależnień. Opisał codzienność podczas terapii, swoje wcześniejsze doświadczenia z alkoholem i narkotykami oraz okoliczności, które doprowadziły go do podjęcia decyzji o leczeniu. Choć wydawało się, że taka rozmowa będzie przede wszystkim okazją do podsumowania trudnej drogi i opowiedzenia o zmianach, jakie zaszły w jego życiu, w pewnym momencie padły słowa, które mogły zaskoczyć nawet osoby od lat obserwujące jego zachowanie. Daniel przyznał bowiem, że alkohol i kokaina były w jego przypadku ze sobą ściśle powiązane. Nie próbował ukrywać tego faktu ani łagodzić swojej wypowiedzi. Przeciwnie, opisał swoje wcześniejsze przyzwyczajenia w sposób niezwykle bezpośredni. Jeszcze większe zdziwienie mogła wywołać jego późniejsza deklaracja dotycząca kontroli nad piciem. Martyniuk zapewniał, że nigdy całkowicie jej nie stracił, mimo że wcześniej zdecydował się skorzystać ze specjalistycznej pomocy. To właśnie zestawienie tych wypowiedzi nadało całej rozmowie szczególnie niepokojący charakter i sprawiło, że osobiste wyznania syna słynnego muzyka ponownie przyciągnęły uwagę.
Podczas wywiadu Daniel szczegółowo opowiedział, jak wyglądały jego trzy miesiące w prywatnym ośrodku leczenia uzależnień. Przyznał, że pobyt został opłacony przez jego ojca, Zenona Martyniuka, a on sam uczestniczył w zajęciach organizowanych dla pacjentów. Nie korzystał przy tym z leczenia finansowanego przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Jak relacjonował, dzień rozpoczynał się od porannych obowiązków, a o godzinie dziewiątej uczestnicy spotykali się na zajęciach grupowych, które trwały do trzynastej. Podczas takich spotkań opowiadali o swoich doświadczeniach, problemach i okolicznościach, które doprowadziły ich do ośrodka. Daniel trafił do grupy skupiającej osoby zmagające się przede wszystkim z uzależnieniami. Wspominając pierwsze rozmowy, przyznał, że otwarcie mówił o swoich doświadczeniach z kokainą i alkoholem. Jednocześnie podkreślał, że historie niektórych pozostałych uczestników były dla niego bardzo trudne do wysłuchania. Nie ukrywał również, że z czasem jego nastawienie do pobytu zaczęło się zmieniać. Pierwszy miesiąc wspominał stosunkowo dobrze, drugi oceniał jako znośny, natomiast trzeci okazał się dla niego wyjątkowo męczący. W jego relacji nie brakowało uwag dotyczących atmosfery panującej w ośrodku i codziennego kontaktu z innymi pacjentami. Było to wyznanie dalekie od wyidealizowanego obrazu terapii. Martyniuk nie przedstawiał leczenia jako łatwego doświadczenia ani nie ukrywał, że nie wszystkie elementy pobytu mu odpowiadały. Najbardziej zaskakujące informacje pojawiły się jednak dopiero wtedy, gdy prowadzący zaczął zadawać pytania o konkretne substancje, po które Daniel sięgał wcześniej.
Mateusz Hładki postanowił zapytać swojego rozmówcę, czy czuł się bardziej uzależniony od alkoholu, czy od kokainy. Odpowiedź Daniela była wyjątkowo bezpośrednia. „Nie piję alkoholu bez kokainy ani nie biorę kokainy bez alkoholu” – wyznał 37-latek. Następnie wyjaśnił, że nie odpowiadało mu działanie żadnej z tych substancji przyjmowanych osobno. To właśnie połączenie obu miało stanowić charakterystyczny element jego wcześniejszych zachowań. Wypowiedź nie była jednak medyczną oceną jego stanu ani potwierdzeniem tego, jak wygląda jego obecne życie. Stanowiła osobistą relację z doświadczeń, o których zdecydował się opowiedzieć publicznie. W dalszej części rozmowy Daniel cofnął się jeszcze dalej w przeszłość i ujawnił, kiedy po raz pierwszy zetknął się z używkami. Przyznał, że pierwszy alkohol wypił już w wieku trzynastu lat, podczas pobytu pod namiotem. Według jego wspomnień były to dwa lub trzy kieliszki wódki. Z marihuaną zetknął się w trzeciej klasie gimnazjum, a później przez pewien czas sięgał po nią regularnie, między innymi w weekendy. Z kolei pierwszy kontakt z kokainą miał nastąpić, gdy skończył dwadzieścia pięć lat. Martyniuk zaznaczył, że początkowo nie było to częste zachowanie. W ten sposób przedstawił historię swoich doświadczeń rozciągającą się na wiele lat. Szczególnie wymowny pozostaje fakt, że o tak osobistych sprawach mówił bez większego skrępowania, mimo świadomości, że jego słowa będą komentowane przez szeroką publiczność. Nie ograniczył się do ogólnikowego stwierdzenia, że w przeszłości miał trudności. Zdecydował się podać konkretne etapy swojego życia i opowiedzieć, jak wcześnie rozpoczęły się jego doświadczenia z substancjami psychoaktywnymi.
Kolejne zaskoczenie nastąpiło, gdy rozmowa zeszła na temat utraty kontroli nad piciem. Po wcześniejszych wyznaniach można było spodziewać się, że Daniel wskaże moment, w którym uświadomił sobie skalę problemu i zdecydował się poszukać pomocy. Tymczasem syn Zenona Martyniuka przedstawił zupełnie inną perspektywę. „Szczerze mówiąc, ja do tej pory to kontroluję” – zapewnił. Następnie dodał, że czasami po prostu lubi się bawić i nie zamierza udawać, że zawsze wybierał spokojny sposób spędzania wolnego czasu. Jego deklaracja była szczególnie zastanawiająca w kontekście wcześniejszego pobytu w zamkniętym ośrodku. Martyniuk nie zaprzeczał przecież, że korzystał ze specjalistycznego leczenia ani że podczas terapii opowiadał o alkoholu i kokainie. Jednocześnie najwyraźniej inaczej niż część odbiorców interpretował swoje wcześniejsze zachowania. W rozmowie nie przedstawiono niezależnej oceny specjalisty, która pozwalałaby określić jego aktualny stan, dlatego nie sposób na podstawie samych wypowiedzi przesądzać o jego obecnej sytuacji zdrowotnej. Nie zmienia to jednak faktu, że opisywane przez niego łączenie alkoholu i kokainy wiąże się z poważnym zagrożeniem dla zdrowia. Jednoczesne przyjmowanie tych substancji może prowadzić do powstawania w organizmie kokaetylenu, związku zwiększającego między innymi ryzyko powikłań sercowo-naczyniowych. Dlatego słowa Daniela nie powinny być traktowane jako opis nieszkodliwego sposobu spędzania czasu. Jego wypowiedź pokazała raczej, jak duża może być różnica pomiędzy osobistym przekonaniem o panowaniu nad sytuacją a rzeczywistym ryzykiem związanym z używaniem substancji psychoaktywnych.
Wywiad Daniela Martyniuka stał się kolejnym rozdziałem historii, która od lat wzbudza zainteresowanie polskiego show-biznesu. Syn Zenona Martyniuka wielokrotnie trafiał na pierwsze strony serwisów rozrywkowych za sprawą publicznych konfliktów, kontrowersyjnych nagrań i problemów w życiu prywatnym. Tym razem jednak zdecydował się opowiedzieć o doświadczeniach, które miały bezpośredni wpływ na jego codzienność i doprowadziły go do trzymiesięcznego pobytu w ośrodku. Nie ukrywał, że korzystał z pomocy opłaconej przez ojca, szczegółowo opisał przebieg zajęć terapeutycznych i przyznał, że pierwsze kontakty z używkami miał jeszcze jako nastolatek. Największe zainteresowanie wzbudziły jednak jego słowa o łączeniu alkoholu z kokainą oraz przekonanie, że przez cały czas zachowywał kontrolę nad swoim zachowaniem. Te dwa wyznania trudno rozpatrywać osobno, ponieważ razem tworzą obraz sposobu, w jaki sam Martyniuk postrzega swoje doświadczenia. Nie wiadomo, czy po zakończeniu terapii korzystał z dalszego wsparcia ani jak obecnie wygląda jego relacja z używkami. Sam wywiad nie daje podstaw do stawiania diagnoz ani formułowania jednoznacznych wniosków dotyczących jego przyszłości. Pokazuje natomiast, że Daniel zdecydował się publicznie poruszyć temat, który wymaga szczególnej ostrożności. W jego opowieści znalazły się zarówno wspomnienia z młodości, jak i szczegóły leczenia oraz własne oceny wcześniejszych zachowań. Dla osób obserwujących rodzinę Martyniuków najbardziej wymowny może być fakt, że 37-latek mówił o tych doświadczeniach tak otwarcie. Pozostaje pytanie, czy z perspektywy czasu będzie patrzył na ten okres podobnie i jakie znaczenie będzie miała dla niego przebyta terapia. Na razie jego najnowsza rozmowa pozostawia wiele tematów bez odpowiedzi, a jedno z wypowiedzianych zdań stało się szczególnie mocnym symbolem całego wywiadu.