Ilona Łepkowska – uznawana przez wiele lat za jedną z najważniejszych scenarzystek polskiej telewizji – znalazła się ostatnio w centrum zaskakującego medialnego konfliktu, który rzuca nowe światło na jej relację z serialem „M jak miłość”, dziś już kultowym produktem polskiej popkultury. Chociaż Łepkowska stoi za stworzeniem tego formatu i przez długie lata była jednym z jego kluczowych twórców, nie tylko nie zaproszono jej na jubileuszowy wieczór świętujący 25‑lecie serialu, ale także jej nazwisko nie padło ani razu podczas oficjalnych uroczystości. To właśnie to dramatyczne pominięcie wywołało burzę komentarzy wśród fanów show oraz w środowisku medialnym.

Celebracja jubileuszu „M jak miłość” odbyła się w grudniu zeszłego roku i zgromadziła wiele gwiazd związanych z produkcją – od aktorów stałej obsady, takich jak bracia Mroczek, Anna Mucha czy Jacek Kopczyński, po reprezentantów nowszego pokolenia. Jednakże jednego nazwiska wyraźnie zabrakło na liście obecnych – samej twórczyni serialu. Według informacji przekazanych przez samą Łepkowską, jej nieobecność wynikała z narastającego konfliktu z producentem „M jak miłość” – Tadeuszem Lampką. To, co miało być dużym świętem sukcesu, dla Łepkowskiej stało się bolesnym symbolem odejścia od jej pierwotnej wizji i pozycji w ekipie produkcyjnej.

Scenarzystka nie ukrywała w swoich komentarzach, że konflikt z producentem narastał już od dłuższego czasu. Punktem zapalnym miała być sytuacja związana z jej scenariuszem do drugiej części filmu „Uwierz w Mikołaja”, który – mimo jej zaangażowania i opracowanej fabuły – ostatecznie został odrzucony. Według Łepkowskiej jej projekt trafił do kosza, a jej zawodowe drogi z Lampką rozeszły się w niezbyt przyjemnej atmosferze. To bolesne rozstanie miało doprowadzić do tego, że dziś nie jest już ani szefem literackim, ani współproducentem serialu, co – jak twierdzi – sprawiło, że nie było sensu oczekiwać zaproszenia na uroczystość.
„Nie byłam zaproszona na jubileusz „M jak miłość”. Nie obejrzałam go też w telewizji. Stwierdziłam, że to zamknięty dla mnie rozdział. Czy było mi przykro? Nie, bo nie spodziewałam się zaproszenia na obchody 25‑lecia serialu. Nie jestem od wielu lat ani szefem literackim, ani współproducentem „Emki”, a do tego moje i Tadeusza Lampki drogi zawodowe rozeszły się w nieprzyjemnych okolicznościach ponad rok temu, więc brak zaproszenia na tę piękną rocznicę nie był dla mnie zaskoczeniem” – mówiła Łepkowska w wywiadzie.
Wielu widzów było zaskoczonych, że nazwisko osoby kluczowej dla „M jak miłość” nie padło ani razu podczas jubileuszowego programu telewizyjnego, który miał podkreślić historię i znaczenie serialu. Obecna ekipa produkcyjna przypisała sukces tego formatu przede wszystkim nowym twórcom, takim jak Alina Puchała, odpowiedzialna za bieżące odcinki. W ten sposób – zdaniem krytyków – dokonano symbolicznej zmiany narracji wokół powstania i kontynuacji serialu.

Mimo że dla wielu fanów mógł być to szok, sama Łepkowska podkreśla, że najważniejsze dla niej jest uznanie widzów i wdzięczność ludzi, którym serial towarzyszył przez lata. W jednym z komentarzy przypomniała, że dla milionów Polaków zawsze będzie kojarzona jako twórczyni „M jak miłość”, a to, co naprawdę się liczy, to pamięć o jej wkładzie i postaciach, które stworzyła. Szczególną wartością dla niej była rozmowa z Teresą Lipowską – aktorką, którą Łepkowska obsadziła w roli Barbary Mostowiak i która zadzwoniła, aby podziękować za wspólną pracę.
Ta sytuacja – pominięcie twórczyni przy jubileuszu jej własnego dzieła – wywołała falę komentarzy w mediach społecznościowych i przypomniała, że nawet kultowe postaci telewizyjne mogą zostać odsunięte na margines, gdy za kulisami dochodzi do napięć między twórcami a producentami. Zarówno fani serialu, jak i obserwatorzy branżowi debatują teraz, czy takie „wygumkowanie” historii i autorów nie szkodzi pamięci o klasycznych polskich produkcjach telewizyjnych.