Dick Van Dyke, 99 lat, dzieli się poruszającą refleksją, zbliżając się do swoich setnych urodzin

W związku ze zbliżającymi się do setnych urodzin Dicka Van Dyke’a, przypadającymi na 13 grudnia, uwielbiany artysta opowiedział o emocjonalnym ciężarze starzenia się, przyznając, że osiągnięcie tego kamienia milowego przyniosło ze sobą wyzwania, których się nie spodziewał.

W szczerym wpisie w dzienniku dla „The Times” 99-letnia ikona kina zastanawiała się nad tym, jak to jest się starzeć, opisując poczucie „umniejszenia” zarówno fizycznie, jak i społecznie. Znany z niewyczerpanego humoru, energii i niezapomnianych ról w ciągu dekad, gwiazda „Mary Poppins” i „Chitty Chitty Bang Bang” wyznała, że ​​wiek upokorzył go w sposób, przed którym żaden sukces nie mógł go uchronić.

Poczucie „zmniejszenia”

„To frustrujące, że czujesz się pomniejszony na świecie — fizycznie i społecznie” — napisał według The Independent .

Po ponad sześciu dekadach w show-biznesie, niegdyś stały rytm scen i planów zdjęciowych zwolnił. Van Dyke spędza teraz większość czasu w domu w Kalifornii, gdzie cisza zastąpiła czerwone dywany.

„Prawie wszystkie moje spotkania z ludźmi muszą odbywać się w domu. Podróże tak mnie wyczerpują, że muszę odmawiać” – przyznał.

Ciemne czasy i przygnębiające wydarzenia

Podzielił się informacją, że ostatnie wydarzenia odbiły się na jego duchu: „Obecne wydarzenia mogą sprawić, że każdy, niezależnie od wieku, stanie się zgorzkniały i ponury”. Po dwóch pożarach lasów w południowej Kalifornii w ciągu niecałego miesiąca – w tym najgorszym w historii – powiedział, że połączenie katastrofy ekologicznej i chaosu politycznego zniechęciło go.

„Codziennie wpadam w rozpacz z powodu okrucieństwa i chaosu wyrządzanego przez tych, którzy sprawują władzę” – napisał. „Więc tak, przypuszczam, że w pewnych momentach jestem tym zrzędliwym staruszkiem, który krzyczy na telewizor”.

Samotność bliskich, którzy przeżyli

Jak wyznał, jednym z najgłębszych bólów związanych z osiągnięciem wieku jest przeżycie niemal wszystkich bliskich. Jego pierwsza żona, Margie Willett, zmarła w 2008 roku, a jego wieloletnia partnerka Michelle Triola odeszła w 2009 roku. Większość jego najbliższych przyjaciół również odeszła.

„Wszyscy moi najdrożsi przyjaciele odeszli, co jest tak samo samotne, jak brzmi” – powiedział.

Van Dyke wyjaśnił jednak, że smutek nie jest istotą jego tożsamości.

Miłość utrzymuje go młodym

Uważa, że ​​to jego 54-letnia żona Arlene pomogła mu zachować spokój i młodość.

„Bez wątpienia nasz trwający romans jest najważniejszym powodem, dla którego nie popadłem w pustelnictwo” – napisał. Pomimo różnicy wieku, ich związek zapewnia mu stabilizację i radość.

„Arlene jest o połowę młodsza ode mnie, a przy niej czuję się jakbym miała od dwóch trzecich do trzech czwartych lat – co i tak wiele znaczy”.

Trzymanie się radości

Pomimo strat, frustracji i fizycznego upadku, które towarzyszą starzeniu się, Van Dyke nie pozwala, aby negatywność go definiowała.

„Nikt nie jest genetycznie nieszczęśliwy” – napisał, podkreślając, że radość wciąż jest w zasięgu ręki. „Dożyłem 99 lat, ponieważ uparcie odmawiałem poddania się ciemnym stronom życia – porażkom, samotności, bólowi starzenia się”.

Zamiast tego opisuje swoje życie jako „ogromny plac zabaw”, podkreślając, że zawsze podchodził do życia z entuzjazmem, a nie traktował go jak ciężaru.

Zbliżając się do setnych urodzin, Van Dyke przekazuje przesłanie nie o porażce, lecz o uczciwości, odporności i determinacji, by nadal cieszyć się życiem — nawet gdy blask reflektorów stopniowo przygasa.

Videos from internet