Dwadzieścia pięć lat temu Boże Narodzenie zmieniło się diametralnie, ponieważ film, który był nie tylko zabawny i widowiskowy, ale także edukacyjny, stał się jego nieodłączną częścią. Grinch z Jimem Carreyem i Taylor Momsen w rolach głównych, trafił na ekrany w 2000 roku i od tamtej pory żaden okres świąteczny nie może minąć bez obejrzenia go przynajmniej raz. Historia Dr. Seussa nabrała zupełnie nowego znaczenia, gdy wyreżyserował ją Ron Howard, ale jej przesłanie w ogóle się nie zmieniło, co więcej, być może dotarła do jeszcze większej liczby odbiorców. Zanim obejrzymy ją ponownie w tym roku, przedstawiamy kilka faktów zza kulis, które mogą uczynić filmowe doświadczenie jeszcze bardziej ekscytującym. Oryginalna historia Dr. Seussa o Grinchu ukazała się w 1957 roku pod tytułem Jak Grinch ukradł święta. Natychmiast odniosła ogromny sukces, definiując prawdziwe znaczenie Bożego Narodzenia dla kilku pokoleń, wskazując dzieciom kierunek i sprowadzając dorosłych z powrotem do rzeczywistości, ponieważ nie tylko dziś świat oszalał na punkcie świąt – w kapitalistycznym sensie, oczywiście. Problem ten istnieje od dziesięcioleci, odkąd świąteczne zakupy stały się modne, a każdy zawsze chce dać drugiej osobie najfajniejszy, największy i najbardziej wyjątkowy prezent. Pisarz chciał obalić ten obraz tamtych czasów, więc stworzył dziwną zieloną istotę, która nienawidzi Bożego Narodzenia z tego powodu, a która uczy się je kochać, gdy uświadamia sobie (wraz z ludźmi wokół siebie), jakie jest jego prawdziwe znaczenie.
Film Rona Howarda, będący adaptacją baśni Dr. Seussa, trafił na ekrany kin w 2000 roku, 25 lat temu. Niezwykle spektakularne i pouczające dzieło przyciągnęło do kin już wtedy mnóstwo ludzi, stając się hitem kinowym. I do dziś, rok po roku, oglądamy go ponownie, by Jim Carrey i Taylor Momsen mogli nam przypomnieć: Boże Narodzenie będzie prawdziwie intymne i radosne, gdy skupimy się na sobie nawzajem, a nie na prezentach. Możemy żyć z pozorami przez cały rok, przynajmniej w okresie świątecznym, postarajmy się jednak porzucić to nastawienie.
„Grinch” zadebiutował w Stanach Zjednoczonych 17 listopada 2000 roku, stając się najbardziej dochodowym filmem wszech czasów – szóstym najbardziej dochodowym filmem na świecie. Zdobył trzy Oscary, a Jim Carrey był nominowany do Złotego Globu za tę rolę w kategorii „Najlepszy Aktor”. Nie da się zaprzeczyć, że rola ta nadała aktorowi zupełnie nowy impuls, ale możemy nawet nie zdawać sobie sprawy, jak niewielu odrzuciło jego propozycję. I to nie jedyna historia zza kulis, o której mało kto słyszał.
Jego żona zainspirowała tę historię
Theodor Seuss Geisel, czyli Dr. Seuss, wymyślił postać Grincha w 1955 roku, ale wówczas nie miała ona nic wspólnego ze świętami Bożego Narodzenia. Pomysł na historię, którą miał opublikować w czasopiśmie, przyszedł mu do głowy nagle. Według opowiadania, Grinch sprzedaje nić stworzeniu o imieniu Hoobub za duże pieniądze, ponieważ wmawia mu, że nić jest cenniejsza niż słońce. Nawet w tym krótkim opowiadaniu uświadomił mu, jak bardzo nienawidzi kapitalizmu.
Jednak w Boże Narodzenie 1956 roku dziwne zielone stworzenie nabrało zupełnie nowego znaczenia. Pierwsza żona Dr. Seussa, Helen, poważnie zachorowała. Choroba pokrzyżowała im plany na Boże Narodzenie, a okres świąteczny był dla nich w tym roku pełen niepokoju i strachu. Pisarz stwierdził: „Czuję się jak Grinch”.
Tak więc jego nienawiść do komercjalizacji świąt Bożego Narodzenia połączyła się z bólem i strachem, a słowa po prostu płynęły z jego ust.

Często mawiał, że „Jak Grinch ukradł święta” to jego najszybciej napisana i najłatwiejsza w pracy książka. Po jej opublikowaniu przez dziesięć lat odmawiał sprzedaży swojej historii Hollywood z powodu wcześniejszych, nieprzyjemnych doświadczeń. Nigdy nie obejrzał filmu z 2000 roku, ponieważ zmarł na raka w 1991 roku.
„Praktycznie pogrzebali mnie żywcem”
Jim Carrey wspominał dzień, w którym dowiedział się, że został obsadzony w roli Grincha, jako jeden z najważniejszych momentów w swoim życiu. W wywiadzie z 2000 roku wyznał, że całe dzieciństwo spędził, próbując naśladować złowrogie zielone stworzenie, które nienawidziło Bożego Narodzenia. Dał mu również głos i dziwną twarz – brakowało mu tylko zielonego lakieru. Aktor z gumową twarzą wciąż może pokazać, jak bawił się mimiką, aby stworzyć idealnie złowrogą twarz patrzącą na widzów. Oczywiście zadbał również o to, aby film nie był zbyt straszny, ponieważ był przeznaczony głównie dla dzieci.
Pomimo tego, że rola wydawała mu się niezwykłą szansą, spełnieniem marzeń, musiał stawić czoła wielu trudnościom. Począwszy od tego, że charakteryzacja zajęła mu osiem godzin, co niemal doprowadziło do porzucenia roli. Jednak Ron Howard za wszelką cenę nie chciał pozwolić aktorowi odejść, ponieważ tylko on potrafił wyobrazić sobie Grincha w tej roli. Potrzebne było więc naprawdę skuteczne rozwiązanie, które znaleźli w CIA.
Na plan przyjechał trener CIA. Ten facet uczy agentów, jak znosić wszelkie tortury. No cóż, wyszkolił mnie na Grincha. Po ośmiu godzinach charakteryzacji musiałem jakoś dać upust frustracji, więc w ścianie przyczepy wybiła mi się wielka, wielka dziura.
– wspominał Jim Carrey w wywiadzie dziesięć lat temu. Według niego, trener zlecał mu zadania takie jak palenie tylu papierosów, ile tylko mógł fizycznie, lub jedzenie tyle, ile mógł, aż poczuł się naprawdę, naprawdę chory. Nie chciał zdradzać szczegółów.
Powiedział też, że bycie pod tak dużą ilością makijażu było dla niego jak pogrzebanie żywcem. Kostium, wykonany z futra jaka i spandexu, był tylko dodatkiem. Według Carreya, był on strasznie niewygodny i bardzo swędział go w nim skóra. Biorąc pod uwagę wszystkie te informacje, prawdopodobnie wszyscy możemy się zgodzić, że aktor zasługuje na znacznie większe uznanie za ten występ.

18-letni chłopiec zagrał młodego Grincha
Niewiele osób pamięta Josha Ryana Evansa, ale był on niezwykle utalentowanym młodym człowiekiem, któremu dano krótki czas na ziemi. Chłopiec miał już 18 lat, gdy dostał rolę małego Grincha, co mogło wynikać z faktu, że sam nie miał więcej niż 97 centymetrów wzrostu. Amerykańska publiczność może lepiej pamiętać aktora, ponieważ zagrał Timmy’ego w jednym z najpopularniejszych seriali telewizyjnych, Passions. Za swoją rolę zdobył nagrodę Soap Opera Digest i na zawsze skradł serca widzów.
Musiał żyć z dziwną chorobą zwaną achondroplazją. To rodzaj karłowatości, choroba genetyczna, która powoduje, że kończyny pozostają bardzo krótkie, podczas gdy kręgosłup rozwija się w miarę normalnie. Evans miał również cienki głos, który nawet w dorosłym życiu pozostał dość dziecinny, co czyniło go idealnym kandydatem do roli ośmioletniego Grincha.
Zmarł 5 sierpnia 2002 roku podczas operacji serca. Przeszedł operację w celu skorygowania wrodzonej wady serca, która nie zakończyła się dobrze. Młody mężczyzna, który miał wówczas zaledwie 20 lat, został skremowany, a na jego nagrobku nie umieszczono inskrypcji „urodzony i umarł”, lecz daty wschodu i zachodu słońca. Dziwnym zbiegiem okoliczności odcinek serialu „Passions”, w którym umiera postać małego Timmy’ego, został wyemitowany w dniu śmierci aktora.