Moja sąsiadka kradła warzywa i owoce z mojego małego ogródka przydomowego i kłamała, że to nie ona — wymyśliłem więc plan, jak dać jej nauczkę.
Moja sąsiadka od miesięcy kradła warzywa i owoce z mojego małego ogródka. Dbałam o każdą grządkę z troską, wkładając serce i pieniądze w uprawę świeżej cukinii, zieleniny i pomidorów. Ale gdy tylko wychodziliśmy z domu, ona pojawiała się na podwórku i odchodziła z torbami, jakby to były jej własne plony.
Próbowałem z nią porozmawiać:
— Proszę, nie ruszaj moich zbiorów — wszystko to wyhodowałem sam.
Spojrzała mi prosto w oczy, z kamienną twarzą, i odpowiedziała:
— Wyobrażasz sobie. Nic nie brałem.
Pójście na policję nie miało sensu — oni tylko się śmiali:
— A co, zdenerwowałeś się z powodu paru pomidorów dla babci?

Postanowiłem więc zainstalować kamerę. Kilka dni później nagrałem ją wyraźnie wychodzącą z mojego ogrodu z workami z zieleniną. Ale kiedy pokazałem jej nagranie, bezczelnie oświadczyła:
— To Photoshop. To nie ja.
W tym momencie zdałem sobie sprawę: dowody są bezużyteczne. Potrzebowałem innego sposobu, żeby jej uświadomić, że okradanie mnie musi się skończyć. Wtedy zrobiłem coś nieoczekiwanego…
Część warzyw i ziół celowo pozostawiłem w grządce, wcześniej potraktowałem je specjalnym roztworem z ziół aptecznych i gorzkiej nalewki.
Rozwiązanie to było zupełnie nieszkodliwe, jednak całkowicie zepsuło smak: liście stały się okropnie gorzkie, a warzywa niejadalne.
Kilka dni później moja „ofiara” wróciła na podwórko i radośnie zbierała torby. Patrzyłem tylko przez kamerę, jak je zanosi do domu.
Następnego wieczoru usłyszałem awanturę zaczynającą się obok. Dobiegły mnie krzyki:

— Co to za obrzydlistwo?! Zniszczyłeś kolację!
— Nic nie zrobiłem! Twoje warzywa są gorzkie!
Moja sąsiadka próbowała się bronić, ale nikt jej nie słuchał. Kłócili się przez kilka dni i przez ten czas nie widziałem jej więcej w moim ogrodzie. Pułapka ogrodowa zadziałała.
Po tym incydencie przestała przychodzić na moją działkę. Kiedy przypadkiem na siebie wpadliśmy, odwracała tylko wzrok i odchodziła bez słowa.
Zrozumiałem jedno: czasami najlepszym sposobem na nauczkę nie jest policja ani krzyki, ale sprytny trik, który przywraca poczucie sprawiedliwości.