Maria Shriver miała mnóstwo okazji, by zrobić sobie nazwisko na długo przed tym, zanim jej ścieżki skrzyżowały się z „Terminatorem”. Wciąż trwają debaty na temat tego, kto był wtedy bliżej sławy.
Wczesne fotografie Shriver odzwierciedlają jej wpływowe pochodzenie i promienną pewność siebie. Jej uderzająca uroda i dominująca prezencja wynikały z jej dobrze znanego dziedzictwa.
Urodzona w 1955 roku Maria była dumnym członkiem rodziny Kennedych – 35. siostrzenicą byłego prezydenta USA. Rodzice wychowali ją z dyscypliną i determinacją, wspierając ją w polityce, która nawiązywała do dziedzictwa jej rodziny.

Maria wybrała jednak inny kierunek i zajęła się dziennikarstwem, ostatecznie zdobywając sławę w świecie mediów. To właśnie w tym rozdziale poznała Arnolda Schwarzeneggera.
Choć spotykali się przez prawie dekadę, zanim w 1986 roku zawarli związek małżeński, ich związek nie zawsze był prosty. Niektórzy spekulują, że jej wahanie przed wczesnym pokazaniem się z początkującym aktorem mogło wynikać z oczekiwań rodziny.

W momencie ślubu Schwarzenegger zdobył już sławę i fortunę. Tymczasem Maria pięła się po szczeblach kariery w NBC, budując ugruntowaną pozycję w dziennikarstwie telewizyjnym. Razem wychowali czwórkę dzieci – dwie córki i dwóch synów.

Maria odegrała kluczową rolę w politycznym awansie Arnolda, zwłaszcza podczas jego reelekcji na stanowisko gubernatora Kalifornii w 2003 roku. Jej wdzięk, elokwencja i niestrudzone poświęcenie jako Pierwszej Damy Kalifornii wywarły trwałe wrażenie na opinii publicznej i scenie politycznej.
W 2011 roku Maria ogłosiła, że opuszcza dom rodzinny – decyzję tę podjęła po szokującym odkryciu, że Arnold jest ojcem dziecka z inną kobietą. Pomimo publicznych przeprosin, Maria z trudem radziła sobie ze zdradą.

Mimo że ich rozwód od lat pozostaje nierozwiązany, para mieszka osobno i spotyka się jedynie na uroczystościach rodzinnych.
Maria nadal dba o swój godny wizerunek publiczny i pełną szacunku relację rodzicielską z Arnoldem. Tymczasem Schwarzenegger rozwija swój romans. Mimo to, szepty o możliwym pojednaniu wciąż krążą, mimo że prowadzą oddzielne życia.