Grupa pełnych współczucia wolontariuszy natknęła się na rozdzierający serce widok na ulicach Indii – bezbronnego szczeniaka o imieniu Sidney, sparaliżowanego w tylnych łapach, pokrytego błotem i cierpiącego na poważne zakażenia ran.
Jego stan był fatalny. Skulił się w kącie, Sidney wyglądał na złamanego i pokonanego, jakby już się poddał. Ale pewien miły nieznajomy dostrzegł w nim iskrę życia i natychmiast wezwał grupę ratunkową dla zwierząt.

Kiedy w końcu nadeszła pomoc, coś się zmieniło w małym piesku. Zdając sobie sprawę, że ktoś się o niego troszczy, oczy Sidneya rozbłysły wdzięcznością. Został delikatnie owinięty kocem i pośpiesznie zabrany do weterynarza, gdzie rozpoczął długą drogę do wyzdrowienia.

Pomimo przeciwności i powagi obrażeń Sidney się nie poddał. Ratownicy pracowali niestrudzenie, aby oczyścić jego rany i rozpocząć terapię. Jego pierwsze kroki były niepewne — upadał raz po raz — ale próbował dalej.
I wtedy stał się cud.
Sidney wstał. Potem szedł. Potem biegł i bawił się jak każdy inny szczeniak — pełen życia i radości, jakby ból i paraliż nigdy nie istniały.

Jego przemiana z człowieka pozbawionego nadziei w człowieka uzdrowionego jest potężnym przypomnieniem siły odporności i magii współczucia.